Translate

TRANSLATE
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 stycznia 2013

Peruki lalek - FRYZURY

W Encyklopedii Colemanów znalazłam bardzo interesujący fragment o fryzurach lalek z perukami.
Zamieszczam tylko fragment dotyczący najbardziej interesujących mnie lat.

Dane pochodzą z Harper's Bazaar. 
Moda na fryzury dla lalek nie zawsze pokrywała się z aktualną modą dla ludzi.
W spisie nie są też zaznaczone fryzury, które były modne przez kolejne lata, a głównie nowości w danym sezonie, więc trzeba na to wziąć poprawkę (np. fryzura "Buster Brown" była popularna nieprzerwanie od roku 1911 do 1916). Specjalne rodzaje lalek nie podlegały modzie - np. lalki orientalne miały zawsze proste czarne włosy itp.


1880 --- dziewczynki - rozpuszczone włosy z grzywką, warkocz wokół głowy (wianek); lalki Markizy - upudrowane włosy w stylu pompadour.

1881 --- grzywka na czole, z tyłu rozpuszczone włosy; krótkie loki; krótkie włosy z owczej wełny (chodzi zapewne o włosy razem ze skórą - też loczki)

1882 --- małe dziewczynki - grzywka na czole, rozpuszczone włosy.

1883 --- małe dziewczynki - grzywka na czole, z tyłu rozpuszczone włosy; warkocze "Marguerite" (nie wiem do końca jakie to warkocz, przypuszczam, że chodzi o warkocze francuskie - warkocze dobierane od twarzy, przechodzące w jeden warkocz z tyłu lub jakoś poupinane na głowie); krótkie kręcone włosy.

1884 --- stylowe lalki maja włosy "a la Rembrandt" tj. grzywka na czole i rozpuszczone włosy z tyłu; warkocze Marguerite; warkoczyki Sonneberg  - skręcone, splecione w warkocze, podpięte i związane pod czepkiem (tłumaczenie dosłowne); koczki, warkocze waterfall i wysoko podpięte z tyłu włosy z długimi grzywkami są passe.

1885 --- krótkie grzywki i krótkie rozpuszczone loki; długie warkocze Marguerite; loki na czole i na karku.

1886 --- kręcone grzywki i rozpuszczone włosy z tyłu.

1887 --- długie rozpuszczone włosy.

1888 --- krótkie włosy, grzywka i rozpuszczone.

1889 --- grzywka i rozpuszczone włosy.

1890 --- loki; włosy rozpuszczone.

1891 ---- francuskie loki na końcach włosów opadające na uszy, grube grzywki (z opisu wydaje mi się, że chodzi o anglezy).

1892 --- kręcone włosy

1893 --- loki długie i krótkie; grzywki i rozpuszczone włosy.

1894 --- małe dziewczynki - pojedynczy warkocz do tyłu; upięcie "Psyche knot" (jak Gibson girl - coś takiego http://theoriginalemilybrown.blogspot.com/2010/08/psyche-knot.html); włosy rozpuszczone z grzywką; lalki francuskie - loki z przodu, warkoczyki z tyłu; styl Rembrandt (rozpuszczone z grzywką).

1895 --- włosy kręcone; rozpuszczone z grzywką.

1896 --- fale; loki do ramion lub długie.

1897 --- loki z grzywką.

1898 --- długie loki z grzywką.

1899 --- długie i krótkie loki.

1903 --- niemowlęta - krótki puch; dziewczynki - loki z jednym niesfornym loczkiem na czole, warkocze z prostych włosów, upięcie pompadour (rolka jak tu http://beautiesgirl.com/Beauty/Makeup-Skin-Care/Pompadour-Roll74.html) .

1904 --- popularny styl - włosy z przedziałkiem i grzebieniami po bokach

1906 --- długie włosy z przedziałkiem z boku lub po środku.

1907 --- lepsze lalki - loki; niedrogie lalki - włosy rozpuszczone.

1908 --- długie warkocze sięgające poniżej talii; kręcone włosy; rozpuszczone włosy z grzywką.

1909 --- grzywka lub boczny przedziałek; nowa peruka ozdobiona wstążką, podzielona z boku (?)

1911 --- długie warkocze Marguerite; pęki loków; warkocze po bokach; fryzura w stylu "Buster Brown" ("na pazia" jak starsze dziecko na tym zdjęciu http://image0-rubylane.s3.amazonaws.com/shops/bonnieboswellantiques/B942.1L.jpg); nowy styl "Schnecken Frisur" -  upięcia nad uszami (tzw. obwarzanki); upięcia w stylach pompadour; elementy fryzur greckich.

1912 --- długie rozpuszczone loki, boczny przedziałek.

1913 --- włosy do pasa.

1916 --- długie rozpuszczone loki z grzywką  długie rozpuszczone loki z przedziałkiem po środku; grzywka i warkocz wokół głowy; fryzura "buster Brown".

1917 --- długie loki.

1919 --- długie loki.

1924 --- peruki "Flapper" (jak tu http://www.photodetective.co.uk/Edw-flapper.html); krótkie i kręcone na całej długości.


piątek, 17 sierpnia 2012

Podstawy robienia peruki - cz.1



Podstawa peruki ("czapeczka") 
i prosta peruka z grzywką

Sposobów na zrobienie podstawy peruki jest bardzo wiele.
Ten na zdjęciach jest chyba najbardziej podstawowym. Jest dosyć prosty i możliwy do wykonania z różnych materiałów. Ja często używam tetry - z racji dostępności, bo zostały mi po dziecku, a że większość służyła za śliniaki i ma plamy z marchwi, to i tak do niczego innego nie będą już się nadawały. W jednej z książek na temat robienia peruk spotkałam się też z podobnym sposobem, tyle że z naciągniętej na głowę rajstopy, obszytej elastyczną koronką (ta z kolei albo w kolorze cielistym, albo pasująca do koloru włosów) - nie jestem do tych materiałów przekonana, ale może kiedyś je wypróbuję.
Z tego, co zauważyłam, większość starych peruk z ludzkich włosów ma nieco inną podstawę, która wykonana jest z materiału przypominającego brązową podszewkę, do tego jest on dwuwarstwowy - tej techniki nigdzie nie znalazłam :(


1. Na głowę lalki nakładamy kwadrat materiału i po linii, która będzie stanowiła koniec peruki, prowadzimy pasek materiału wystarczająco długi, aby objął całą głowę. Przyszpilamy go i zdejmujemy wszystko z głowy.



2. Pasek przyszywamy, resztę materiału odcinamy i voila! 


UWAGA - Jeśli robimy perukę z ciemnego moheru, materiał koniecznie trzeba ufarbować na ciemno! tzn o ile nie mamy pod ręką tkaniny w odpowiednim kolorze :)


A teraz sama peruka. 
Oczywiście gotowe elementy przyszywamy do podstawy (ewentualnie kleimy bezpośrednio do głowy, jeśli mamy taki kaprys a lalka ma pełną głowę). Muszę jeszcze zaznaczyć, że ten sposób jest naprawdę podstawowy i ma wiele modyfikacji i ulepszeń.

1. Partię moheru przeszywamy w miejscu, gdzie chcemy mieć przedziałek. Ja robię to ręcznie po dwa razy w każdą stronę. Szycie maszynowe jest trwalsze, ale wydaje mi się bardziej skomplikowane (i nie mam maszyny heheh.. ). Należy wówczas miejsce szycia umieścić między dwoma kawałkami cienkiego papieru (np. z chusteczki higienicznej), a później go usunąć.



Gotowy fragment wyczesujemy (koniecznie!). W przeciwnym razie peruka nie będzie dobrze wyglądała - warstwa moheru będzie za duża i nie będzie się ładnie układał.

UWAGA - niektóre ilustracje pokazują szew sięgający od czoła do połowy głowy, ale opierając się na własnych doświadczeniach radzę, żeby sięgał od czoła aż do końca głowy - szczególnie przy perukach z moheru i podobnych materiałów.

Na tym fragmencie można poprzestać, jeśli chcemy mieć perukę bez grzywki.

2. Produkcja grzywki nie jest trudna. Polega w gruncie rzeczy na tym samym, co poprzedni punkt, tyle że z mniejsza ilością moheru.



Grzywka powinna sięgać mniej więcej od skroni do skroni. Można dla bezpieczeństwa zrobić ją trochę szerszą, bo z reguły podczas szycia szew ma paskudną tendencję do kurczenia się (i moheru).



Dla upewnienia się, że włosy z grzywki nie będą wychodziły, warto krótszy fragment podwinąć i ponownie wszystko przeszyć. Na tym etapie grzywka musi być dosyć długa, bo jeszcze nie wiadomo, w którym miejscu powinna zostać przycięta.

3. Łączenie w całość.




Ilustracja powyżej pokazuje kolejność przyszywania obu elementów. Jeśli ktoś ma takie życzenie, pewnie można je też przykleić do podstawy, ale nie wydaje mi się, żeby było to najlepsze rozwiązanie.


Najpierw przyszywamy grzywkę - na granicy materiału - na całej jej długości. Oczywiście przycinamy ją dopiero po skończeniu peruki i założeniu jej na głowę lalki. Pas włosów z przedziałkiem powinien nachodzić na grzywkę tak, żeby nie było widać miejsca jej szycia. Jeśli grzywka ma być podpięta do góry - lepiej w ogóle przyszyć ją do podstawy peruki od spodu (wtedy materiał nie będzie widoczny nad czołem).


Z tyłu włosy powinny zostać ułożone w ten sposób. Jeśli szew sięga do nasady głowy nie ma z tym najmniejszego problemu i ładnie wyglądają też np. warkocze.


Uwaga - niektóre fryzury wymagają podwójnych warstw moheru!

Jeśli włosy wyszły zbyt rzadkie i materiał spod spodu za bardzo prześwituje, można ponaszywać na niego resztki moheru, który został wyczesany.

Peruka jest całkiem prosta i nie należy do bardzo ambitnych projektów, ale bywa bardzo przydatna ;)

środa, 1 sierpnia 2012

Renowacja popękanej głowy biskwitowej

W ramach treningu w robieniu peruk dorwałam się w końcu do jednej z moich pierwszych i ulubionych lalek - AM 390. Ku mojej rozpaczy okazało się, że z porządniejszą peruką lalka wygląda dramatycznie - o ile we włosach syntetycznych średniej urody jej popękana twarz nie rzucała się tak w oczy, o tyle ładniejsza fryzura nie wchodzi w grę, bo wygląda dosłownie jak śmieć. Pomyślałam więc sobie, że już chyba nic jej nie zaszkodzi....


Zdobyłam się więc na odwagę i postanowiłam zaryzykować radykalną terapię....








1. Zdjęcie głowy z ciała.
Nie obyło się bez problemów. Całość okazała się montowana nie na gumki, a na sprężyny. Do tego nie oryginalne, ale zastąpione przez kogoś sprzętem, który mógłby utrzymać na holu ciężarówkę. Głowa za nic nie chciała na tyle się wyciągnąć, żeby pod haki włożyć cokolwiek, co utrzymałoby haki na zewnątrz (ołówek odpadał, bo naciąg zmiażdżyłby go w sekundę, raczej śrubokręt). W rezultacie lalka pojechała na tą skomplikowaną operację do mojej mamy, która dysponuje profesjonalnym sprzętem (a i tak się namęczyła). Wahałyśmy się jakiś czas, czy zostawić te sprężynowe mocowania. Doszłyśmy do wniosku, że po pierwsze - nie są i tak oryginalne, po drugie - są problematyczne. Ostatecznie sprężyny zastąpione zostały gumkami (najgrubszymi i to potrójnymi, bo przy mniejszej ilości nadal był za duży luz - ot, takie ciało dziwne).



Tylko na taką odległość głowa pozwalała odciągnąć się od ciała








2. Wyjęcie oczu i gipsu.
Po namoczeniu głowy w ciepłej wodzie z mydłem i odczekaniu (od 15 minut do godziny, czasem dłużej) gips sam odpada. Oczy i tak nie były zamocowane w sposób umożliwiający mruganie, więc wyjęłam je z łatwością przed namoczeniem głowy.


Moja lalka miała w głowie coś przedziwnego - ktoś postarzał mocowanie oczu plasteliną przez potraktowanie środka głowy ogniem....






3. Gotowanie.
Głowa ląduje w garnku z ZIMNĄ wodą tak, żeby całość schowała się 3-4 cm pod powierzchnią. Tak wykwintne danie stawiamy na gazie, doprowadzamy do wrzenia i pozwalamy głowie pogotować się przez dłuższy czas. Jeśli przy okazji chcemy usunąć poksylinę proponuję dosyć długie gotowanie. Czynność tą czasem trzeba powtarzać kilka razy, bo po wystygnięciu klej i poksylina potrafi zastygnąć i ponownie stwardnieć. 


4. Czyszczenie.
Wszelkie elementy rozklejamy.
Dodatkowo trzeba oczyścić absolutnie wszystkie krawędzie, które będziemy sklejać. I to BARDZO DOKŁADNIE. Ja robię to przy pomocy ostrego nożyka takiego z wysuwanym ostrzem (jak np. budowlane, nie mam pojęcia, jak one się fachowo nazywają). Należy przy tym uważać, żeby 1. nie zrobić kolejnych odprysków 2. nie wbić sobie ułamanego biskwitu w palec - biskwit jest bardzo bardzo ostry, a rany bolesne i paskudne. Biskwit, jak szło, potrafi też wbić się w skórę w postaci malutkiej drzazgi.


5. Suszenie.
Teoretycznie po wygotowaniu czy w ogóle namoczeniu biskwitowej głowy powinno się odczekać przynajmniej 24 godziny, żeby wszystko wyschło porządnie. Można też wspomóc się piekarnikiem, ale nie pamiętam, na jaką temperaturę i czas należy go nastawić (jeśli ktoś byłby zainteresowany, to mogę zerknąć do ściągi). Ze wstydem przyznaję się, że te zalecenia omijam szerokim łukiem i zaczynam sklejanie pierwszych kawałków po wytarciu elementów papierowym ręcznikiem i odczekaniu góra 30 minut.


6. Klejenie.
Co do klejenia to też są różne profesjonalne zalecenia, ale jak na razie większą część z nich pozwalam sobie ominąć...
Najważniejsze to chyba takie, żeby przy większej ilości elementów zaczynać od klejenia twarzy. Nie ma takiej możliwości, żeby mocno popękana głowa skleiła się równo - w każde pęknięcie wchodzi pewna ilość kleju i nawet minimalna warstwa spowoduje, że w którymś momencie kawałki biskwitu nie będą do siebie idealnie pasowały.
Klej - zdecydowane NIE dla wszystkich klejów typu "super glue" - głowa prędzej czy później rozpadnie się (raczej prędzej, niż później), a do tego zapaskudza wszystko dookoła. Ja używam 2-składnikowego kleju epoksydowego (2 tubki z płynną zawartością, którą trzeba wymieszać), całkiem przezroczystego, schnącego w ciągu 5 minut (ma to swoje plusy ale i minusy), przeznaczonego m.in. do klejenia ceramiki.


Teoretycznie powinno się smarować obie klejone krawędzie - nie zawsze się tego trzymam. Kleju nakładamy sporo - na tyle dużo, żeby po ściśnięciu sklejanych elementów spora część wyszła na wierzch i tak czekamy, aż klej wyschnie. Najlepiej do tego czasu cały czas dociskać oba fragmenty. Oczywiście wcześniej trzeba zrobić przymiarkę, czy wszystko idealnie do siebie pasuje, jakim kątem należy to połączyć itp itd. Po wyschnięciu kleju - nadmiar, który wyskoczył na powierzchnię - odcinamy ostrym nożykiem, żyletką lub skalpelem. Oczywiście robimy to trzymając ostrze praktycznie równolegle do powierzchni biskwitu, żeby jej nie porysować. 


TADAM!




zostały małe ubytki na czole (wcześniej zaklejone dziwną masą),
ale w większości schowają się pod peruką
policzek też nie będzie już wyglądał jak nowy, ale jest ciut lepiej -
- w rzeczywistości rzuca siew oczy dużo mniej, niż na zdjęciu

pęknięcie pod okiem zostało, jakie było - nie było możliwości doczyszczenia go.

o dziwo brwi też zmieniły kształt - okazało się, że ktoś je podmalowywał.
do uzupełnienia pozostał  odprysk na lewej brwi.


Lalka teraz (ta peruka nie jest peruką docelową, taka tymczasowa zmiana image'u).









Głowa posklejana i na miejscu.
Jest jeszcze kolejny etap, który jak na razie pozostaje dla mnie czarną magią tj. szpachlowanie i kamuflowanie pęknięć. Jeśli kiedykolwiek odniosę chociażby mały sukcesik w tym temacie, to na pewno to opiszę ;)


Acha, jeśli głowa ma mrugające oczy, to tu jeszcze następuje moment, w którym należy wyjęte wcześniej z głowy gipsowe mocowania umieścić z powrotem na swoim miejscu - czasem widać, gdzie powinny być, czasem są tak idealnie dopasowane, że w innym miejscu nawet nie można ich zainstalować, czasem niestety trzeba się pomęczyć. Najpierw oczywiście wkładamy oczy i starając się, żeby nie zezowały, przykrywamy je owym gipsem.

piątek, 27 lipca 2012

Materiał na peruki dla lalek - testing testing

Przyszły moje wyczekiwane czesanki....


Dostałam nawet dwa gratisy - jeden w postaci brązowego barwnika do wełny, drugi to zwitek czesanki Bluefaced Leicester w kolorze naturalnym (pasma jasne i ciemne). Moje dziecko stwierdziło, że ten zwitek to miękki motyl i przez jakiś czas kitłasiło się z nim na wszelkie sposoby. Zaczynam żałować, że nie mam pojęcia jak to przerobić na coś konkretnego, bo wełenka faktycznie jest mięciutka i puszysta :)


Ale do rzeczy.


CZESANKI


Oto i one.






1. Mix alpaka + jedwab






Zaniemówiłam otwierając pakunek. Czesanka jest absolutnie przepiękna. Pomijając robienie peruk postanowiłam w najbliższym czasie odświeżyć swoją bardzo podstawową wiedzę na temat robienia na drutach i wyprodukować sweterki dla całej rodziny. 


Jest to coś najmilszego i najdelikatniejszego na świecie. Gdybym mogła, uwiłabym z tego jakieś ogromne gniazdo i spała w nim, a nie w łóżku. Czesanka jest tak prze-fantastyczna, że aż nie wiem, co z nią zrobić. Mogłabym godzinami siedzieć i po prostu macać te włosy. Wiem, gadam jak wariatka, ale nic na to nie poradzę :D


Z farbowaniem gorzej. Jedwab ma mniejszą tendencję do wchłaniania farby, przez co farbowanie nie jest równomierne, ale to można też zaliczyć na plus - w rezultacie włosy wyglądają bardziej naturalnie, w końcu człowiek też nie ma jednokolorowego "kasku" na głowie.


Farbowanie nastręcza jednak kolejny problem - czesanka dosyć się zbija, traci jedwabistość i puszystość (to, zdaje się, głównie wina jedwabiu). Po wyczesaniu (za pomocą np. grzebienia dla psa, małego ostro zakończonego drewnianego patyczka lub igły) trochę wraca do formy.
Generalnie to, co widzę po farbowaniu bardzo przypomina niektóre stare moherowe peruki, więc jest rewelacyjna, jeśli np. z jakichś powodów lalka wygląda dziwacznie w nowej, świeżej fryzurze (bywa i tak).


Plus - nie skręca się po namoczeniu.
Plus kolejny - bez farbowania ma przepiękny kolor jasnego naturalnego blondu.
Plus jeszcze jeden - bez farbowania i bez żadnej obróbki poza wyczesaniem jest rewelacyjnym materiałem na peruki dla tych droższych, szlachetniejszych lalek biskwitowych.


2. Wensleydale



Czesanka mniej delikatna od alpaki z jedwabiem, ale równie przyjemna. Ciut ciemniejsza w kolorze, ale też bardzo jasna (zauroczona poprzednią czesanką nie zastanawiałam się jeszcze, czy w takim naturalnym stanie dobrze będzie wyglądała jako blond peruka).

Plusy:
- bardzo wytrzymała, nie plącze się tak bardzo po namoczeniu
- schnie w tempie błyskawicy
- w zasadzie nie wymaga tak dokładnego wyczesywania, wg mnie wystarczy ją porozdzielać palcami

Małe minusy:
- włosy mogłyby być nieco "cięższe", ale to jest prawdopodobnie do skorygowania przy robieniu peruki - kwestia ułożenia i uformowania włosów
- po namoczeniu zaczyna falować, natomiast są to bardzo ładne fale,w sam raz dla lalek (minus za to, że jeśli akurat potrzebny jest moher gładki i prosty, to z oczywistych względów ta czesanka się nie będzie nadawała).

FARBOWANIE

Farbowałam na 3, w zasadzie 4 sposoby. 
2 x farbami do włosów Joanna w kolorach "słodkie cappuccino" i "orzechowy brąz", na zimno brązową farbą do wełny i na małym fragmencie jednej czesanki wypróbowałam własną osobistą farbę do włosów L'Oreal, bo farbowanie moherów zbiegło się w czasie z koniecznością zadbania o własny wygląd ;)

Uwaga - kolory w rzeczywistości są nieco ciemniejsze, niż na zdjęciach.


wstępne efekty mojej ciężkiej pracy

po lewej mix alpaka+jedwab, po prawej Wensleydale
- po farbowaniu "czekoladowym brązem"-
na opakowaniu jest to bardzo ciemny brąz

mix alpaka+jedwab "czekoladowy brąz" - prawa strona po wyczesaniu 

po lewej - Wensleydale, po prawej alpaka+jedwab
- farbowanie kolorem "słodkie cappucino"-
na opakowaniu kolor bardziej jak średni złoty blond
czesanki wyszły w jasnym mysim blondzie, trochę siwe

alpaka+jedwab zafarbowana L'Orealem
nazwy koloru nie pamiętam (muszę zerknąć na pudełko),
ale ma moich włosach wychodzi z tego kolor dosyć ciemny,
taki brąz idący w rudy
rezultat - truskawkowy blond

 Tu kilka zdjęć, na których widać fragmenty częściowo wyczesane.





A tu....

Pierwsza próba zrobienia peruki z mieszanki jedwabiu z alpaką bez farbowania.

Pochwalę się też swoim Marseillem 390, który w między czasie przeszedł dosyć skomplikowaną operacje plastyczną, dzięki której pęknięcia stały się znacznie mniej widoczne (poprzednie zdjęcia tu: Stare Lalki: Armand Marseille 390)




Tu jeszcze ta sama peruka na nowym nabytku, czyli AM 3200. Lalka nie jest jeszcze gotowa - jest nadal w częściach i czeka mnie dużo pracy nad nią. Tu służy tylko za modelkę ;)




piątek, 20 kwietnia 2012

Produkcja peruki dla orientala

Ehem ehem.


Zrezygnowałam jednak z wyczesywania tego, co zostało po poprzedniej peruce. Dostałam od mamy czarny moher, który kiedyś kupiła, a który jednak okazał się za czarny na perukę dla lalek o karnacji, nazwijmy to, europejskiej.


Moher niestety lekko falisty, więc jakiś czas lalek posiedzi w opasce na głowie, może się coś wyprostuje.


Nowy moher, stara podstawa peruki i nitka.
Wg instrukcji tyle wystarczy, do osiągnięcia sukcesu ;)

Krok pierwszy "zwiąż" zrobiony....

Krok drugi "zwiąż ponownie, tylko w dzyndzelek" też za mną.
Jak na razie idzie nieźle ;-D

Krok trzeci "przełóż dzyndzelek przez dziurę" też zakończony powodzeniem.

Krok czwarty "przyklej dzyndzel do podstawy od spodu" już ciut mniej udany,
bo nie za bardzo wiem, od której strony i jakim klejem, ale jest jak jest.

Krok piąty "przyklej pokrywkę do głowy" już za nami.
Tektura trochę się zdefasonowała po tym, jak kilka razy została zmoczona,
ale nie ma tragedii.

TADAM! hmmm.... fryzura prawie gotowa...
 na razie a'la piorun w szczypiorek, ale zawsze.
Trochę jak Michael Jackson...


Po obejrzeniu wszelkich możliwych znalezionych w sieci zdjęć JDK 243 stwierdziłam, że jednak mogę podciąć ten moher nożyczkami zamiast go wyszarpywać. Z resztą próby skończyły się bez zadowalających rezultatów. Na razie włosy nie są podcięte do końca, żebym nie przedobrzyła. Zawsze mogę poprawić.
Pierwsze strzyżenie.
Brwi potraktowałam papierem ściernym.
Część schodzi, część nie bardzo chce.
Teraz ciemne fragmenty sięgają mniej więcej do miejsca,
w którym powinny się kończyć.

Jakiś czas spędzi w swojej opasce
założonej tyłem do przodu i górą do dołu.
Mam nadzieję, że zadziała jak prostownica .